Gdy tam weszliśmy zobaczyłam przy stoliku moją... rodzinkę. Skrępowana szepnęłam to mojemu towarzyszowi, a on to tylko zignorował i usiadł przy stoliku. W mignięciu oka pojawiła się kelnerka i spytała się nas co zamawiamy. Bartek poprosił o pizzę salami, a ja o spaghetti. Próbowałam się kryć przed rodziną na różne sposoby : kryłam się za menu, szłam do łazienki, “spadały” mi sztućce pod stół itd. Ale to nic nie dało. Bartek (moim zdaniem specjalnie) powiedział do mnie : -Smakuje ci spaghetti Wiktoria? -Yyyyyy.. Tak tak - bąknęłam nieznacznie. Zza ramienia zobaczyłam że moja rodzina bacznie mi się przyglądała. Wtem, moja siostrzyczka zawołała : -Ależ to Wika! Z jakimś chłopcem! - rzuciłam jej mordercze spojrzenie, mając nadzieję że się uciszy, ale ona zaczęła to mówić na całą restaurację. Przestraszona przewróciłam talerz spaghetti na moje ubrania, i załamana wybiegłam z sali z płaczem. Cóż to był za wstyd! Nie wiedząc co robię weszłam do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. I zasnęłam. No i tak się obudziłam w pomarańczowym od promieni zachodzącego słońca. Spałam aż sześć godzin! Zdenerwowana spojrzałam w stronę drzwi a tam zobaczyłam główkę mojej “kochanej” siostrzyczki, która nieśmiało powiedziała : -Mama powiedziała, że kolacja znajduje się w lodówce i możesz ją sobie odgrzać - i szybko zniknęła. Leniwie wstałam z drewnianego łóżka i spojrzałam dookoła. Może opiszę mój pokój - jest on pokolorowany na biało, a meble są raczej drewniane. Wyszłam z sypialni i poszłam do staroświeckiej kuchni z wielkim aż po sufit piecem kaflowym. Niestety, zobaczyłam tam siedzącą przy stole mamę, która najwyraźniej na mnie czekała...
Otworzyłam oczy. Zobaczyłam przed sobą biały sufit. Chwyciłam telefon z stoliczka nocnego i sprawdziłam godzinę. Ale może wpierw się przedstawię - mam na imię Wiktoria i mam 14 lat. Chodzę do 3 gimnazjum i oceny mam raczej przeciętne. Jestem blondynką o niebieskich oczach. Wyświetlacz pokazał godzinę dwudziestą drugą. Zdenerwowana walnęłam w poduszkę i pomyślałam o dzisiejszym strasznym wieczorze. To była najgorsza randka w całym moim życiu! Była to zupełna klapa, a przecież Marek chodzi do tej samej klasy co ja. Podoba mi się on od 6 klasy podstawówki, a zaprosił mnie tydzień temu na randkę, która odbyła się dzisiaj. A było to tak - mieliśmy się spotkać pod moim blokiem o piątej. Idealnie o tej godzinie zobaczyłam z okna Bartka czekającego na podwórku. Czym prędzej zbiegłam na dół, poprawiając minimalnie fryzurę. Wyszłam na dwór. Był ciepły wieczór i słońce jeszcze świeciło na niebie. Bartek radośnie się przywitał ze mną i powiedział : -No no no... Nieźle wyglądasz Wera. -Dzięki - zarumieniłam się. -Pójdziemy dzisiaj do restauracji obok. -Lubisz włoską kuchnię? -Ja? Uwielbiam! -To świetnie - uśmiechnął się. - Więc chodźmy ! - to mówiąc Bartek chwycił mnie za rękę i poprowadził do knajpki naprzeciwko.