Z niezadowoloną miną mama spokojnie spytała :
-Wiktorio, co to był za chłopiec? Dlaczego nam nic nie mówiłaś? Ja rozumiem że przeżywasz wiek dorastania ale...
-Mamo! Mam tego dość! - krzyknęłam. - Dajcie mi trochę przestrzeni, proszę!
-Masz rację - stwierdziła mama. - Przestanę - zdziwiona uległością mamy wzięłam z lodówki jedzenie i wstawiłam je do mikrofalówki. Mama niepostrzeżenie wyszła z kuchni. Po kilkunastu sekundach wzięłam się za jedzenie gofra z cukrem pudrem. Gdy skończyłam, wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Karoliny, mojej przyjaciółki.
-Tak Wera? Jak poszła randka?
-TOTALNA KLAPA - i po tych słowach opowiedziałam jej tą całą historię.
-Ale po co właściwie wybiegłaś do domu i zrobiłaś z tego taki dramat? A Bartek do ciebie później przyszedł?
-No właściwie to nie wiem. Spałam
-Spałaś?! Serio? -nie dowierzała Karolina.
-Mhm - potwierdziłam.
-A pytałaś się nie wiem... Na przykład mamy czy był u was?
-Nie, nie pytałam - powiedziałam widząc w tym momencie Bartka zza drzwi mojej sypialni. - Dobra, muszę lecieć pa...
-Jest w twoim pokoju tak ? -spytała się wszystkowiedząca przyjaciółka. - Dobra dobra. Pa, pa!
-Cześć! - pożegnałam się i wyłączyłam telefon.
-Hej Wera - uśmiechnął się chłopak w drzwiach.
-No heeeeej - usiadłam na łóżku nie chcąc na niego patrzeć.
-Słuchaj - zaczął. - Może po prostu udawajmy że to nigdy się nie stało, okej?
-Na prawdę? - nie dowierzałam własnym uszom.
-A właściwie o czym mówimy? - zaśmiał się Bartek. - Wydaje mi się że ostatnio wspominaliśmy o wspaniałej randce, no nie?
-Nie! Idź sobie - niespodziewanie krzyknęłam. Bartek zdziwiony, spokojnie wyszedł. Usiadłam na łóżku i spojrzałam za okno. Na niebie widziałam migoczące gwiazdy a na pierwszym planie biało świecił księżyc w pełni. Wtem, na tarczy księżyca zobaczyłam malutką, czarną jak smoła kropkę, która z dużą prędkością powiększała się. Zdziwiona prawie spadłam z okna. Im bardziej ta “rzecz” była bliżej tym bardziej nie wierzyłam własnym oczom. Okazała mi się staruszka ubrana w długie szaty, oraz nosząca na swoich białych jak mleko włosach spiczastą czapkę. Jak czarownica...
2 lutego 2014
27 stycznia 2014
Urozmaicenie bloga :)
Mam nadzieję,
że wam się podoba kilka zmian,
które wprowadziłam na blogu :)
Wreszcie odkryłam gdzie zrobić listę pod tytułem,
i czuję że robię postępy.
Podoba wam się?
Zagłosujcie w ankiecie :P
Zosia
Opowiadanie cz.2
Gdy tam weszliśmy zobaczyłam przy stoliku moją... rodzinkę. Skrępowana szepnęłam to mojemu towarzyszowi, a on to tylko zignorował i usiadł przy stoliku. W mignięciu oka pojawiła się kelnerka i spytała się nas co zamawiamy. Bartek poprosił o pizzę salami, a ja o spaghetti. Próbowałam się kryć przed rodziną na różne sposoby : kryłam się za menu, szłam do łazienki, “spadały” mi sztućce pod stół itd. Ale to nic nie dało. Bartek (moim zdaniem specjalnie) powiedział do mnie :
-Smakuje ci spaghetti Wiktoria?
-Yyyyyy.. Tak tak - bąknęłam nieznacznie. Zza ramienia zobaczyłam że moja rodzina bacznie mi się przyglądała. Wtem, moja siostrzyczka zawołała :
-Ależ to Wika! Z jakimś chłopcem! - rzuciłam jej mordercze spojrzenie, mając nadzieję że się uciszy, ale ona zaczęła to mówić na całą restaurację. Przestraszona przewróciłam talerz spaghetti na moje ubrania, i załamana wybiegłam z sali z płaczem. Cóż to był za wstyd! Nie wiedząc co robię weszłam do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. I zasnęłam. No i tak się obudziłam w pomarańczowym od promieni zachodzącego słońca. Spałam aż sześć godzin! Zdenerwowana spojrzałam w stronę drzwi a tam zobaczyłam główkę mojej “kochanej” siostrzyczki, która nieśmiało powiedziała :
-Mama powiedziała, że kolacja znajduje się w lodówce i możesz ją sobie odgrzać - i szybko zniknęła. Leniwie wstałam z drewnianego łóżka i spojrzałam dookoła. Może opiszę mój pokój - jest on pokolorowany na biało, a meble są raczej drewniane. Wyszłam z sypialni i poszłam do staroświeckiej kuchni z wielkim aż po sufit piecem kaflowym. Niestety, zobaczyłam tam siedzącą przy stole mamę, która najwyraźniej na mnie czekała...
-Smakuje ci spaghetti Wiktoria?
-Yyyyyy.. Tak tak - bąknęłam nieznacznie. Zza ramienia zobaczyłam że moja rodzina bacznie mi się przyglądała. Wtem, moja siostrzyczka zawołała :
-Ależ to Wika! Z jakimś chłopcem! - rzuciłam jej mordercze spojrzenie, mając nadzieję że się uciszy, ale ona zaczęła to mówić na całą restaurację. Przestraszona przewróciłam talerz spaghetti na moje ubrania, i załamana wybiegłam z sali z płaczem. Cóż to był za wstyd! Nie wiedząc co robię weszłam do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. I zasnęłam. No i tak się obudziłam w pomarańczowym od promieni zachodzącego słońca. Spałam aż sześć godzin! Zdenerwowana spojrzałam w stronę drzwi a tam zobaczyłam główkę mojej “kochanej” siostrzyczki, która nieśmiało powiedziała :
-Mama powiedziała, że kolacja znajduje się w lodówce i możesz ją sobie odgrzać - i szybko zniknęła. Leniwie wstałam z drewnianego łóżka i spojrzałam dookoła. Może opiszę mój pokój - jest on pokolorowany na biało, a meble są raczej drewniane. Wyszłam z sypialni i poszłam do staroświeckiej kuchni z wielkim aż po sufit piecem kaflowym. Niestety, zobaczyłam tam siedzącą przy stole mamę, która najwyraźniej na mnie czekała...
26 stycznia 2014
Opowiadanie cz.1
<brak pomysłu na tytuł :D>
Otworzyłam oczy. Zobaczyłam przed sobą biały sufit. Chwyciłam telefon z stoliczka nocnego i sprawdziłam godzinę. Ale może wpierw się przedstawię - mam na imię Wiktoria i mam 14 lat. Chodzę do 3 gimnazjum i oceny mam raczej przeciętne. Jestem blondynką o niebieskich oczach.
Wyświetlacz pokazał godzinę dwudziestą drugą. Zdenerwowana walnęłam w poduszkę i pomyślałam o dzisiejszym strasznym wieczorze. To była najgorsza randka w całym moim życiu! Była to zupełna klapa, a przecież Marek chodzi do tej samej klasy co ja. Podoba mi się on od 6 klasy podstawówki, a zaprosił mnie tydzień temu na randkę, która odbyła się dzisiaj. A było to tak - mieliśmy się spotkać pod moim blokiem o piątej. Idealnie o tej godzinie zobaczyłam z okna Bartka czekającego na podwórku. Czym prędzej zbiegłam na dół, poprawiając minimalnie fryzurę. Wyszłam na dwór. Był ciepły wieczór i słońce jeszcze świeciło na niebie. Bartek radośnie się przywitał ze mną i powiedział :
-No no no... Nieźle wyglądasz Wera.
-Dzięki - zarumieniłam się.
-Pójdziemy dzisiaj do restauracji obok. -Lubisz włoską kuchnię?
-Ja? Uwielbiam!
-To świetnie - uśmiechnął się. - Więc chodźmy ! - to mówiąc Bartek chwycił mnie za rękę i poprowadził do knajpki naprzeciwko.
...
25 stycznia 2014
Początek początku :)
Siemanko ;3
Jak co roku, w ferie robię bloga.
Tym razem będzie tutaj wklejane prawie codziennie opowiadanie.
Mam nadzieję że blog stanie się
troszeczkę popularny i
spodoba wam się historia,
którą będę pisać :)
Pozdrawiam
Zosia
Subskrybuj:
Posty (Atom)